Wczoraj był dzień polski. Zrobiłam pierogi (do nich było czerwone wino, a potem sery i bagietka i galette;).
Potem byłam na Mszy Św. w polskim kościele na Concorde. Dobre kazanie, ładna oprawa, język polski i jakiś smutek, nostalgia. Ja dalej czuję euforię z powodu bycia tutaj, dalej się czuję trochę jak na wyciecze a ludzie w kościele wyglądali na nieszczęśliwych. Jakby po całym tygodniu paryskiego życia, pracy, biegania uświadamiali sobie że to nie jest ich miejsce. Może to tylko moje wrażenie, ale zadawało mi się że mają poczucie winy że są tutaj a nie w Polsce. .
Po Mszy byłam w barze z ludźmi z Duszpasterstwa. Każdy z nich przyjechał tutaj na rok. Są już 4, 5, 6 lat.. Jakoś tak wyszło.
poniedziałek, 19 stycznia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Coś sugerujesz? ;>
OdpowiedzUsuńOj, zupełnie nie. Ja uwielbiam żyć w Polsce, a tutaj to tylko krótka przygoda:D
OdpowiedzUsuńNo!
OdpowiedzUsuń