środa, 13 maja 2009

Shakespeare & Company

Nad Sekwaną, tuż przy Notre Dame znajduje się enklawa angielskojęzycznej kultury czyli księgarnia Shakespeare&Company.
Nad działem dziecięcym jest półka z zasłonką. Do zasłonki prowadzi oparta o ścianę drabina, a za zasłonką jest łóżko i plecak któregoś z pracowników - podróżników, dla których księgarnia jest przez chwilę zarówno pracą jak i domem.
Cicha bohaterka jednego z najpiękniejszych paryskich filmów "Before Sunset".
Między dziełami Szekspira a teorią dramatu jest zawsze otwarte pianino, czasem któryś z przechodzących klientów zagra coś cichutko. Dźwięk roznosi się tak naturalnie, że dopiero gdy milknie zdaję sobie sprawę, że w ogóle brzmiał.
Podobno produkt turystyczny, ale cóż zrobić - mnie zachwyca:)

sobota, 2 maja 2009

Saint Germain

W Paryżu, którego nie widziałam już od miesiąca, mam swoje ulubione miejsce. Na rogu Boulevard Saint Germain i rue Bonaparte, w sercu szóstej dzielnicy, spędziłam wiele godzin – tańcząc, modląc się, robiąc zdjęcia, pilnując dzieci, jedząc naleśniki, słuchając ulicznych muzyków..

Adelie i Antoine uwielbiają tańczyć na ulicy. Zawsze gdy ktoś gra musimy zatrzymać się i potańczyć, przyciągając uwagę ludzi bardziej niż sami muzycy. Kiedyś nie chciałam się zatrzymać, więc Antoine desperacko wyskoczył z wózka. Cóż, tańczmy.
Muzycy z Saint Germain są bardzo otwarci. Chętnie pozwalają innym się dołączyć. Ana, urocza Słowenka z którą spędziłam kawałek mojego paryskiego czasu, została namówiona na uliczny debiut:)
W kościele Saint Germain des Pres w kaplicy św. Genowefy jest bezpiecznie. I jakoś bliżej.

piątek, 1 maja 2009

Zbieram się. powoli. jak zawsze;)

Jutro żegnam się z dzieciakami, które wypełniały większość mojego czasu tutaj, będąc najczęstszym tematem zdjęć, krzycząc, śmiejąc się, płacząc, śpiewając "Au clair de la luuuuuuuune...", zmieniając co 14 sekund zdanie na temat tego czy jestem grzeczna czy jednak nie, uparcie twierdząc, że źle wymawiam słowo partout.Uwiodły mnie zupełnie, po kilku latach pracy z dzieciakami nie sądziłam, że mogłabym się tak przywiązać w ciągu czterech miesięcy. A jednak.