czwartek, 12 listopada 2009

Genova

Ledwie zdążyłam się ucieszyć z faktu, że znowu jestem w bagietkowej krainie, zostałyśmy wywiezione do Włoch a dokładnie do Genui, miasta Kolumba. Tego samego Kolumba, który pomimo polsko brzmiącego imienia Krzysztof okazał się być rodowitym Włochem;)

Genua jest bardzo ciasna i wysoka. Kiedy przechodzi się między kamienicami, ma się wrażenie, że pną się w nieskończoność, a na szczytach stykałyby się zupełnie, gdyby nie cieniutka wstążka światła siłą wepchnięta między gzymsy.

Lubię to miasto. Jest zupełnie inne niż Włochy, które znalam dotychczas. Mniej turystyczne, bardziej przytulne.

La France Encore..

Znowu mnie wygnało do Francji. Tym razem na zaledwie tydzień w niezwykły kąt zwany Lazurowym Wybrzeżem w odwiedziny do Marcina, który ma szczęście spędzać tam swojego plażowego Erazmusa.

I choć blog miał być tylko na mój czas aupairkowania to jakoś bardzo nie chciałabym pogubić wrażeń z tego tygodnia.

Znowu Francja. Znowu wrażeniowo.

środa, 13 maja 2009

Shakespeare & Company

Nad Sekwaną, tuż przy Notre Dame znajduje się enklawa angielskojęzycznej kultury czyli księgarnia Shakespeare&Company.
Nad działem dziecięcym jest półka z zasłonką. Do zasłonki prowadzi oparta o ścianę drabina, a za zasłonką jest łóżko i plecak któregoś z pracowników - podróżników, dla których księgarnia jest przez chwilę zarówno pracą jak i domem.
Cicha bohaterka jednego z najpiękniejszych paryskich filmów "Before Sunset".
Między dziełami Szekspira a teorią dramatu jest zawsze otwarte pianino, czasem któryś z przechodzących klientów zagra coś cichutko. Dźwięk roznosi się tak naturalnie, że dopiero gdy milknie zdaję sobie sprawę, że w ogóle brzmiał.
Podobno produkt turystyczny, ale cóż zrobić - mnie zachwyca:)

sobota, 2 maja 2009

Saint Germain

W Paryżu, którego nie widziałam już od miesiąca, mam swoje ulubione miejsce. Na rogu Boulevard Saint Germain i rue Bonaparte, w sercu szóstej dzielnicy, spędziłam wiele godzin – tańcząc, modląc się, robiąc zdjęcia, pilnując dzieci, jedząc naleśniki, słuchając ulicznych muzyków..

Adelie i Antoine uwielbiają tańczyć na ulicy. Zawsze gdy ktoś gra musimy zatrzymać się i potańczyć, przyciągając uwagę ludzi bardziej niż sami muzycy. Kiedyś nie chciałam się zatrzymać, więc Antoine desperacko wyskoczył z wózka. Cóż, tańczmy.
Muzycy z Saint Germain są bardzo otwarci. Chętnie pozwalają innym się dołączyć. Ana, urocza Słowenka z którą spędziłam kawałek mojego paryskiego czasu, została namówiona na uliczny debiut:)
W kościele Saint Germain des Pres w kaplicy św. Genowefy jest bezpiecznie. I jakoś bliżej.

piątek, 1 maja 2009

Zbieram się. powoli. jak zawsze;)

Jutro żegnam się z dzieciakami, które wypełniały większość mojego czasu tutaj, będąc najczęstszym tematem zdjęć, krzycząc, śmiejąc się, płacząc, śpiewając "Au clair de la luuuuuuuune...", zmieniając co 14 sekund zdanie na temat tego czy jestem grzeczna czy jednak nie, uparcie twierdząc, że źle wymawiam słowo partout.Uwiodły mnie zupełnie, po kilku latach pracy z dzieciakami nie sądziłam, że mogłabym się tak przywiązać w ciągu czterech miesięcy. A jednak.

czwartek, 30 kwietnia 2009

L'autre côté

Dziwnie jest budzić się nad oceanem a kłaść spać w ośnieżonych Alpach.
Wjeżdżając do Val D'Isere poczułam święta - góry, śnieg, lampki na choinkach, a na latarniach świecące gwiazdki. Jest kwiecień? Ups.
Odzyskuję energię. Klimat nad oceanem zmusza do odpoczynku, do długiego snu, do wylegiwania się podczas siesty. Tutaj nie da się da. Góry aż krzyczą : "Śmiało! Wstawaj! Pnij się wzwyż, tak jak my!". Stram się:)

niedziela, 19 kwietnia 2009

Banalnie. Wschody i zachody.

W Cap Ferret słońce zachodzi na plaży oceanu, a wschodzi nad zatoką Arcachon.Prawie codziennie zachwycam się banalnymi zachodami słońca.. Ostatnio byłam na imprezie z fotografami, którzy pogardzali trochę zdjęciami słońca znikającego na plaży. Mój niewykwintny gust nie może się jednak opanować;)A dzisiaj postanowiłam sprawdzić czy wschody słońca są tutaj równie piękne. Są.
I zamiast trochę usypiającej romantczności mają w sobie świeżość powstawania. Do życia! Jakoś tak wraca do mnie dzisiaj wspomnienie jutrzni w Piwnicznej. Łk 1, 78-79. Tęskno.