niedziela, 25 stycznia 2009

Dziewczynka z muszelkami (Normandia)

Bernard, dziwaczny przyjaciel mojej rodzinki, uczył mnie przyrządzać coquilles Saint-Jacques. Na zdjęciu muszelka zanim się nią zajęłam. Po przyrządzeniu nie wyglądają już tak ładnie, ale jak smakują.. ;)














Łaziłam po ogromnej plaży w Deauville, burżujskim normandzkim kurorcie, oglądałam zachód słońca i zbierałam muszelki. Ta jest moją ulubioną - nierówna, choropowata, wygląda na muszlę z historią..


















Na plaży spotkałam pana zbierającego muszelki. Podobno wszystkie muszle które są zamknięte nadają się po ugotowaniu do zjedzenia. Może kiedyś spróbuję...

czwartek, 22 stycznia 2009

Nocny spacer

.. a właściwie powrót z pracy krótką trasą, która codziennie mnie czymś zaskakuje.

Nocą więcej widać. Zwłaszcza w Paryżu, w którym nigdy nie jest ciemno a jedynie zmienia się źródło światła.

Święta, święta i po świętach. (rue Bonaparte)














Kawałeczek pięknego Saint-Germain de Pres.. Odkrywam go kawałek po kawałku, przed wami i przed sobą:)



















Staję się fanką mini-motoryzacji;)














Bartoszku, dzięki za południkowy prezent na nasze wspólne urodziny;)


















Mais ou? Czyli iść spać czy włóczyć się dalej?

wtorek, 20 stycznia 2009

Ulica

Ciągle się uczę reguł panujących na ulicy, a że spędzam na niej masę czasu może to być przydatne;)
Po czym można 100% poznać turystę na ulicy? Po tym, że zatrzymuje się na czerwonym świetle. Paryżanie zupełnie inaczej interpretują sygnalizację świetlną.

Idź!




















Rozejrzyj się zanim przejdziesz!




















Najciekawszy jak dotąd uliczny obrazek który widziałam to grupa ludzi przechodzących przez ulicę na skrzyżowaniu rue de Rennes i rue de Vaugirard. Między nimi krząta się policjant pilnująć, żeby żaden samochód ich nie rozjechał. Podobno policji nie opłaca się dawać mandatu za przechodzenie na czerwonym świetle bo jest on tak niski że biurokracja zżera więcej pieniędzy niż wynosi sam mandat.


Le bus













Osobną przygodą są podróże autobusem. Antoine i Adelie uwielbiają mi je urozmaicać. Najlepszą opcją jest śpiewanie w autobusie. Po prostu są głośno a ludzie spoglądają na mnie ze współczuciem. Drugą opcją jest krzyk i płacz i jeszcze więcej współczucia ze strony współpasażerów.

Autobus ma też swoje dobre strony czyli rozmowy z ludźmi. Zawsze na miejscu kobiety z wózkiem (to ja, hehe:) siądzie jakaś miła starsza pani, która w ramach tego że zajęła jedyne miejsce na którym mogłabym usiąść zaczepi mnie, zapyta skąd jestem i powie kilka ciepłych słów. Ech, lubię te babcie:)


La bebe voiture












Uwielbiam te maleńkie samochodziki nazywane przez Antoine la bebe voiture. W szczególności te stare mają niesamowity styl. Jak będę duża chcę taki mieć.


A na koniec uliczna perełka czyli Węgierka z rue Bonaparte:)

poniedziałek, 19 stycznia 2009

La Petite Pologne

Wczoraj był dzień polski. Zrobiłam pierogi (do nich było czerwone wino, a potem sery i bagietka i galette;).

Potem byłam na Mszy Św. w polskim kościele na Concorde. Dobre kazanie, ładna oprawa, język polski i jakiś smutek, nostalgia. Ja dalej czuję euforię z powodu bycia tutaj, dalej się czuję trochę jak na wyciecze a ludzie w kościele wyglądali na nieszczęśliwych. Jakby po całym tygodniu paryskiego życia, pracy, biegania uświadamiali sobie że to nie jest ich miejsce. Może to tylko moje wrażenie, ale zadawało mi się że mają poczucie winy że są tutaj a nie w Polsce. .

Po Mszy byłam w barze z ludźmi z Duszpasterstwa. Każdy z nich przyjechał tutaj na rok. Są już 4, 5, 6 lat.. Jakoś tak wyszło.

niedziela, 18 stycznia 2009

mon petit(e) studio

sypialnia














jadalnia



















kuchnia
















łazienka (!)



















łazienka cd



















widok z sypialni














I to by było na tyle;)

Jest jeszcze dachowe okienko z widokiem na piękne paryskie niebo ale jakoś nie chciało wyjść na zdjęciu..

czwartek, 15 stycznia 2009

bardo. szopka.


Kiedy wchodzę do klatki schodowej czuję zapach z dzieciństwa. Po chwili zastanowienia odkrywam że to zapach bardzkiej szopki. Zaciągam się tym co znane i zaczynam wspinaczkę. Sześć pięter do góry. A mon petite studio.

Zagubić żeby odnaleźć

Wczoraj wieczorem szukałam supermarketu. Znalazłam Musee du Louvre i Pont Neuf. Lubię się gubić:)


Niesamowite jak tutaj codzienność łączy się z wielką architekturą, wielką sztuką. Pod Pont Neuf biegnie ulica po której jak gdyby nigdy nic jeżdżą auta. Ludzie pewnie jeżdżą do pracy, szkoły, odwożą dzieci na basen i angielski.

Walczę z młodą sztuką francuską. Antoine (2,5) uważa że w ich zabytkowym mieszkaniu ktoś zapomniał o freskach na ścianach. W ogóle nie przejmuje się faktem że tynk już wysechł.
Lili (3,5) uczy mnie francuskiego i mówi że jestem grzeczna. Ja tam jej wierzę;)