poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Wielkanoc. Cap Ferret

Zostałam wywieziona na dalekie południe. Trochę bezwiednie znalazłam się na magicznym przylądku między zatoką Arcachon a Atlantykiem. W krainie drewnianych łódek i ostryg. Mieszkam w drewnianym domku, który pachnie wakacjami z dzieciństwa.
Liturgia Ognia była tutaj na plaży. Wiatr uparcie gasił Paschał.
.. bo podobno ocean też jest o Zmartwychwstawaniu..

1 komentarz:

  1. moja Ty :*
    mam nadzieję, że dali Ci tam trochę odpocząć
    byłam we Wrocławiu na chwilę,
    czeka na Ciebie

    OdpowiedzUsuń