... i jak zwykle wyszło inaczej.
Mieli być goście w moim paryskim studio. Ani studio, ani Paryż, a i goście tak trochę na odległość.

Uczę się cieszyć tym, co jest, nie planować tego, na co nie mam wpływu, ufać, że rzeczy dzieją się po coś.

Powiew mojego polskiego życia. Wnieśli odrobinę pewności i równowagi w rzeczywistość, w której ostatnio wszystko się zmienia w mgnieniu oka.

Małe przyjemności - smażenie faworków, wino na plaży, wino na Buci, wino na Montmarte, żydująca kapela pod Sacre Coeur.

Tęsknota, gdy jeszcze byli zaraz obok.

Dobry czas
Dziękuję